Maryla Rodowicz jest... kogutem! - Tak, jestem kogutem - mówi Maryla Rodowicz, która 16 czerwca, podczas oławskiego koncertu z okazji X Dnia Koguta, wykonała piosenkę "Miała baba koguta"
- Czy wie pani, dlaczego zaprosiliśmy panią do Oławy na 16 czerwca?
- Nie wiem.
- Bo mamy tu święto... pani.
- Tak?
- Od dziesięciu lat organizujemy Dzień Koguta, a pani jest przecież... kogutem.
- No jestem, w chińskim horoskopie.
- A my w Oławie organizujemy wybory najpiękniejszego białego koguta, który jest potem przez cały rok żywym wzorcem miejskiego herbu.
- Świetne...
- No, ale skoro pani też jest kogutem, niewykluczone, że po koncercie u nas trafi pani do oławskiego herbu. Sprawdźmy jednak, czy koguci opis w chińskim horoskopie zgadza się z rzeczywistością. Jest pani brawurowa?
- Tak.
- Odważna?
- Tak.
- Ekstrawagancka, idealistka?
- Tak.
- Pedantka?
- No nie, pedantka nie. Jestem bałaganiarą, ale staram się pracować nad sobą.
- Jest pani filantropką, poligamistką?
- Tak.
- Czyli według horoskopu kogut niemal idealny. Szukając śladów koguta w pani życiu, zajrzeliśmy do płyty „Marysia biesiadna”, a tam...
- Piosenka „Miała baba koguta”. - No właśnie. Czy możemy liczyć na tę piosenkę podczas oławskiego koncertu?
- Absolutnie tak, oławianie mogą liczyć na tę piosenkę.
- Znaleźliśmy też inne kogucie ślady Maryli Rodowicz. Np. są takie koguciki na druciku, z piosenki „Kolorowe jarmarki”...
- Ano właśnie...
- Pamięta pani takie koguciki?
- Mam nadzieję, że one do dziś pojawiają się na odpustach, na festynach...
- Jak wiadomo z legendy, Twardowski leciał na Księżyć właśnie na kogucie, a pani...
- Aaaa, tak. Zagrałam rolę Pani Twardowskiej w filmie „Dzieje Mistrza Twardowskiego”.
- To było w 1995 roku, a grała pani u boku m.in. Daniela Olbrychskiego...
- Tak, tak. Ale w scenach, w których ja grałam, akurat nie było żadnego koguta. Pamiętam za to smak rosołu z pewnego koguta, który jadłam u swojej koleżanki, mieszkającej na wsi. To był taki prawdziwy kogut, biegający po podwórku. W mieście nie do osiągnięcia. Bardzo mi smakował.
- Ale pani raczej do garnka nie trafi. Według tego samego chińskiego horoskopu jest pani raczej kogutem sceniczym.
- Tak, jestem, zgadzam się.
- No, a jaki według pani powinien być kogut herbowy?
- Z dużym ogonem i z bogatym grzebieniem.
- Boi się pani kogutów?
- Nie, nie boję się. Wprawdzie nie miałam babci na wsi, gdzie koguty biegałyby po podwórku, więc nie mam specjalnych wspomnień, ale nie boję się tych ptaków. Nawet wzięłabym koguta na ręce.
- Co innego facet, zachowujący się jak kogut. Takiego też wzięłaby pani na ręce?
- No nie. Taki to tylko puszy się, nadyma. Zdarzało się, że miałam bliskie spotkania z takimi facetami. Ale wystarczy takiemu wsadzić szpilkę i przestaje się puszyć.
- Naprawdę w ten sposób pozbywała się pani natrętów?
- Zdarzało się, zdarzało...
- Dzień po koncercie na finał X Dnia Koguta jedzie pani na Festiwal Polskiej Piosenki do Opola. Oławski występ będzie czymś w rodzaju rozgrzewki?
- Nie, ja się rozgrzewam już od kwietnia, gram co parę dni... Zresztą w Opolu wystąpię tylko z dwiema piosenkami, w koncercie piosenek Seweryna Krajewskiego.
- Jakie to będą utwory?
- „Nie spoczniemy” i taka mniej znana piosenka „Dziewczyna ze snu”.
- Usłyszymy je także w Oławie?
- Może. To dobry pomysł.
- W takim razie zapraszam do nas na X Dzień Koguta i obiecuję specjalną kogucią pamiątkę, którą można otrzymać tylko w Oławie.
Rozm. Jerzy Kamiński
"Gazeta Powiatowa - Wiadomości Oławskie",
nr 24/2007 (14 VI 2007)