Na tropie białego koguta

Nasz kogut jest sztuką kompromisu

Rozmowa ze Zbigniewem Falikowskim, wykonawcą wielu kogutów z ceramiki, autorem statuetki Koguci Pazur, wręczanej laureatom ogólnopolskiego konkursu na rysunek satyryczny o kogucie.

 - Kiedy zrodził się u pana pomysł na projekt koguta? Co było dla niego wzorem?
- Pierwszego koguta zrobiłem na własne potrzeby, głównie dla klubów sportowych. Pomysł powstał 2 lata temu, po wyborach do Rady Miejskiej. Byłem członkiem stowarzyszenia Sojusz Oławy, które wtedy powstało i ten gadżet służył nam głównie na prezenty. Szybko okazało się, że nasze koguty cieszą się sporym zainteresowaniem, szczególnie ze strony władz miasta. A że miasto miało swojego koguta z brązu, to dołączając kilka elementów do tego wzoru, stworzyłem własny, nowy projekt. Tamten kogut był o wiele mniejszy, jego forma była o wiele prostsza, tylko dwudzielna. Do tego przede wszystkim dołączyłem obiekty związane z Oławą, takie jako kościół czy wieża ciśnień.
- Jak powstaje kogut w "Jafie"?
- Najpierw robi się model z gliny. Jest to model jednorazowy, na podstawie którego następnie z gipsu robi się model właściwy. Potem powstaje forma z płaszczem gipsowym i odlewa się koguta. Gips ściąga, materiał schnie, a potem następuje etap retuszu i malowania. 
Nasz kogut jest sztuką kompromisu. W projekcie, który stworzyłem wszystko narzucał kogut. Elementy oławskiej architektury są wymuszone od techniki i faktury koguta. Coś musiało mu trzymać nogi. Te elementy są symbolicznie, nie oddają dokładnie obrazu architektonicznego miasta.
- A ile osób robi jednego koguta?
- Nie robimy tych kogutów na sprzedaż, a raczej symbolicznie. Dlatego koguta może robić jedna osoba. Czasami, kiedy mamy jakieś większe zamówienie, np. na 40 sztuk i mało czasu, to do pracy przy kogucim odlewie potrzeba więcej osób.
Prawda jest taka, że obecnie producenci muszą przede wszystkim zaspokajać gusta ludzi. Często nie starcza nam czasu na robienie czegoś bardziej twórczego. Próbowałem kiedyś robić zestawy do kawy i herbaty, czy jakieś oryginalne portrety, ale to nie była produkcja, która dawałaby stałe utrzymanie.
- Z czym kojarzy się panu kogut?
- Tylko i wyłącznie z Oławą. No i może trochę z Francją. Dlaczego? Kiedyś byliśmy z klubem na zawodach piłkarskich w Alzacji. Mecz zaczynał się od tego, że wpuszczano na boisko koguta. Nie wiem, czy taką mają tradycję, czy wiąże się to czymś innym, ale przyznam, że byłem tym bardzo zaskoczony. Kogut biegał chwilę po boisku, a następnie zabierały go służby porządkowe i zaczynał się mecz. 
- U nas nie ma jeszcze takiego zwyczaju...
- Nie, ale może kiedyś ktoś go wprowadzi. Za to cieszę się, że jest taka impreza jak Dzień Koguta. Jedyne czego w tym wszystkim brakuje to pomnik, który upamiętniałby to święto i w widoczny sposób pokazywał symbol miasta. Moglibyśmy mieć tak jak w Łodzi. Byłby znak, po którym rozpoznawano by Oławę. Kogut nieodłącznie kojarzyłby się z tym miastem.
- Czy przypomina pan sobie, żeby gdzieś w historii sztuki przewijał się motyw koguta? 
- Pojawiały się różne koguty, ale nic konkretnego. Przynajmniej mi żaden nie utkwił w pamięci. Zdarzało mi się natomiast rysować koguty na plenerach w trakcie studiów. Jeździliśmy najczęściej na wieś i często oprócz martwej natury, rysowaliśmy domowe zwierzęta. Wśród nich był również kogut. Przyznam, że jest pięknym zwierzęciem. Jest tak skonstruowany, że stanowi bardzo dobry plener. Swoim wyglądem dorównuje mu paw i ewentualnie bażant.

Zbigniew Falikowski, artysta plastyk z profilem ceramicznym; absolwent wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych i jej kilkuletni były pracownik; prowadzi od 1993 wraz z Jerzym Jaroszem zakład ceramiczny "Jafa" w Oławie. Produkcją uboczną zakładu są koguty z gipsu, które nieodłącznie kojarzą się z Oławą.