Wszystkie atrakcje związane były oczywiście z opierzonym stworem. Już przed godz.5 większość miejsc w oknach wychodzących na rynek była zajęta. Niektóre mieszkanki, uzbrojone w lornetki, patrolowały tłumy ludzi ciągnące do centrum. Niektórzy w obawie o wytrzymałość własnych łokci podłożyli sobie poduszki. Równo o 15. Przy dochodzącym skądś zapachu domowego ciasta z jabłkami, na rynek wkroczył kolorowy pochód. Mieszkańcy rozstąpili się, aby przepuścić bryczkę z redaktorem naczelnym lokalnej gazety, który wiózł najważniejszą postać imprezy. W dużej klatce, stylizowanej na starodawną, siedział żywy wzór herbu.
(...)
Prawie pod scenę wjechali strażnicy miejscy na koniach. Cały czas grała orkiestra strażacka z Domaniowa. Na końcu pochodu sportowcy nieśli worek z pszenicą, czyli nagrodę dla wzorcowego koguta.
- Tam z boku dają pasztet drobiowy po pięćdziesiąt groszy - konspiracyjnym szeptem poinformowała otoczenie starsza pani. Rzeczywiście, wśród wielu stoisk, które na jeden dzień wyrosły w rynku, można było kupić także przetwory z drobiu.
W tym czasie ze sceny rozległ się hejnał Oławy. Zagrał go na trąbce autor Stanisław Kwiatkowski, komendant Straży Miejskiej. Na podium czekał już burmistrz Waldemar Wiązowski z kluczami do bram miasta. Zostały one wręczone na jeden dzień kogutowi-misterowi.
- Tu jest swojsko, wszystko na wesoło. Drób w herbie odo czegoś przecież zobowiązuje, Czekamy na więcej takich imprez - ocenił pomysł organizacji festynu Tadeusz Krawczyk, którego spotkaliśmy na oławskim rynku.
(...)
Nieduży, z białym upierzeniem i koralowym grzebieniem, został wybrany spośród dziesięciu kandydatów. Zwierzę to ma gwarantować miastu powodzenie i dostatek.
- Dzwonili właściciele drobiu, dzwoniły nawet same koguty - poinformował ze sceny dziennikarz lokalnej gazety, która ogłosiła konkurs. Jeden został, niestety, zjedzony w ubiegłą niedzielę.
Państwo Walkowie wręczyli burmistrzowi jajka od przyjaciółki ich koguta.
- Niech pan tylko mnie wysiaduje jajek, bo nie wiadomo, co się z nich wylęgnie - poradził jeden z organizatorów. Burmistrz odpowiedział, że nie rozda jajek, no boi się, że za chwilę będzie miał ich ślad na marynarce. Przekazał za to misterowi worek pszenicy ufundowany przez miejscowy samorząd. Fotoreporterzy dostali minutę na uwiecznienie żywego wzorca oławskiego herbu.
(...)
Sprawna organizacja, dowcipne pomysły i rodzinny klimat zadecydowały o powodzeniu Dnia Koguta.
Alicja Hamkało "Słowo Polskie" z 31 sierpnia 1998
Wieczorem dajemy czadu