Na tropie białego koguta

Komu przeszkadza Dzień Koguta?

Dzień Koguta zaskoczył służby porządkowe, jak zima drogowców.

W imieniu organizatorów (choć nie wiem, czy Krystyna C. Da mi prawo występować w takiej roli- patrz niżej) przepraszam za to, że jeśli ktoś wybrał się w niedzielę na oławskie Miasteczko, spacerował wśród pustych puszek, papierów i plastikowych kubeczków po napojach, które posprzątano dopiero w poniedziałek rano. Przepraszam, ale wcale tak bardzo nie czuję się winny. Przepraszam, bo ktoś powinien przeprosić, a jakoś nikt inny się nie kwapi.
Granica. Straż graniczna. Normalna służba. Nagle jednak do kraju chce wtargnąć obca armia. Chce i wchodzi bez problemu, bo na granicy akurat nikogo nie ma. Pusto. -Nie spodziewaliśmy się, że akurat jak ans nie będzie na granicy, ktoś zechce do nas wtargnąć- tłumaczył się potem szef straży granicznej.
Podobnie pewnie tłumaczą się oławskie służby porządkowe. Że niby nie wiedzieli o głośno i od wielu tygodni reklamowanym Dniu Koguta, o największej masowej imprezie miejskiej, na której bawiło się niemal dziesięć tysięcy osób, z przełożonymi wszelkich służb porządkowych włącznie. A może nikt z fachowców od śmieci nie spodziewał się, że wielotysięczna masa ludzi pozostawi po sobie masę odpadów? O, przepraszam, OZGKiM wiedziały i jakoś kubły były powynoszone oraz na czas wymieniane na czyste. Czyli jeden zakład budżetowy mógł zareagować prawidłowo, a drugi- nie? Z punktu widzenia organizatorów zapewnienie sprzątania to żaden problem. Za 300 zł można było wziąć kilku bezrobotnych i wyzbieraliby nie tylko wszystkie kubeczki, ale nawet źdźbła słomy. Tyle tylko, że przez cztery poprzednie lata nigdy nie było kłopotów z miejskimi służbami, więc po co było robić im konkurencję? W końcu Dzień Koguta, impreza niekomercyjna, otwarta, uznawana jest za święto miejskie, jak deklarują to miejscowi notable. Zawsze więc posprzątane było. I to już rano. W tym roku jednak od początku było jakoś pod górkę. Najpierw okazało się, że na oficjalnej liście imprez miejskich, przygotowywanej przez urzędników, wśród organizatorów Dnia Koguta nie ma naszej gazety. Jak mi potem tłumaczyła Krystyna Cecko- naczelnik od kultury w Urzędzie Miejskim, sam sobie jestem winien, bo trzeba było zgłosić, że jest się organizatorem. Bo ona, jak to urzędnik, wie tylko to, co ma na papierze. A w ogóle, to ile daję swoich prywatnych pieniędzy, skoro śmiem się nazywać organizatorem imprezy?! Takie pytania mogły paść tylko z ust Krystyny C., która najwyraźniej zapomniała, że pieniądze z budżetu to nasze wspólne pieniądze. Wkrótce zapyta więc pewnie burmistrza, na jakiej podstawie decyduje o wydawaniu miejskiej forsy, skoro to głównie nie on je do budżetu wpłaca.
Tuż przed Dniem Koguta nasz kolega z gazety bezcennej (bo bez ceny) próbował szukać protekcji u burmistrza, by za darmo wkręcić się na imprezę. Szefowa Ośrodka Kultury postawiła się jednak swojemu przełożonemu (słusznie!) i podjęła decyzję, że choćby nie wiadomo jak pięknie bezcenna gazeta lakierowała burmistrza, jednak firma jest firmą i podobnie jak wszyscy inni, musi zapłacić płacowe. Żeby było przyzwoicie. Jak się później okazało, owe 200 zł skutecznie ostudziło zapały wystawiennicze bezcennej, bo na festynie się nie pojawiła. Przynajmniej oficjalnie, ze stoiskiem, bo od czasu do czasu w tłumie widzów wiedzieliśmy pewnego reportera, co to na dwie ręce robi, tyle że w bezcennej jak na razie anonimowo, albo dokładniej - pseudonimowo.
Wcześniej jednak ten pierwszy kolega z bezcennej, którego czasem nazywają redaktorem, wyraźnie sugerował szefowej OK., że to niemal niemożliwe, by "Wiadomości Oławskie" nie zarabiały na Dniu Koguta. A jednak. Nie tylko nie zarabiamy, ale dokładamy, aby raz w roku oławianie mogli przyzwoicie pobawić się, aby dzieci mogły za darmo poskakać na dmuchanych zamkach, abyśmy mogli posłuchać muzyki i cieszyć się pokazem sztucznych ogni.
Ani jedna złotówka z Dnia Koguta nie przechodzi przez konto naszej gazety- jeśli ktoś chce wiedzieć, wie, że sprawy finansowe miejskiego święta od początku do końca prowadzi Ośrodek Kultury. Zamiast więc swoją miarą mierzyć innych, wystarczy zapytać. Ale organizatorów, nie burmistrza.
Podobnie w innych sytuacjach. Żeby stwierdzić, że dzisiaj jest czwartek, niekoniecznie trzeba wystawać pod gabinetem szefa oławskiego samorządu. Wystarczy kalendarz.
Ponieważ sponsorem głównym Dnia Koguta była Rada Miejska, przeznaczając na imprezę pieniądze budżetowe, stanowiące mniej więcej połowę jej kosztów, organizatorzy postanowili publicznie rozliczyć się, by uniknąć niepotrzebnych pytań i bezsensownych podejrzeń. Mam nadzieję, że taki zwyczaj przyjmie się u wszystkich, którzy korzystają z budżetowych pieniędzy.

Jerzy Kamiński
"Gazeta Powiatowa- Wiadomości Oławskie", nr 25, 20.VI.2002