Czytam i czuję dreszcz na plecach. Ładna mi zabawa: gra w zabijanego! Ale kilka wierszy dalej zaczynam oddychać z ulgą: "Do XVII wieku koguta rzeczywiście zabijano. Dziś dzieje się to jedynie symbolicznie". Uff! A już się bałem, że ten mało cywilizowany obyczaj dochował się do naszych czasów. Żeby było jeszcze makabryczniej dopowiem, że zabijanie koguta zwiastowało koniec żniw i początek omłotów, które, jeśli pogoda sprzyjała, rozpoczynano natychmiast po zżęciu zboża i na polu, bez przewożenia snopów do stodoły. Przed rozpoczęciem młocki żniwiarze zabierali dorodnego koguta na ściernisko, tam go wypuszczali i ruszali z cepami na "polowanie". Zwyciężał oczywiście ten, któremu udało się pierwszemu dopaść nieszczęsnego kura i palnąć go skutecznie w łeb cepem. Brrr! Nie wiem, czy po trafieniu było co zbierać z ptaszyska, żeby chociaż ugotować rosół?
Takie to były igrce i zabawy naszych przodków nie tylko na Dolnych Łużycach. Relikty owego obyczaju przetrwały co najmniej do połowy XIX wieku na ziemi oławskiej w okolicach Jelcza-Laskowic. Pisaliśmy o tym w poprzednim numerze "GP-WO". Młodzi mężczyźni wyszukiwali we wsi najdorodniejszego koguta, stroili go wstążkami, wiedli na pole i... chowali w dole przykrytym deskami. Cepy zaś służyły jedynie do rozbijania glinianego dzbana ustawionego na deskach. Biedne ptaszysko kuliło się ze strachu, gubiło pióra słuchając walenia cepami o dechy i pokrzykiwania rozochoconych osiłków, którym przed wręczeniem narzędzia "zbrodni" do rąk zawiązywano oczy. Na koniec, po rozbiciu gara, koguta uwalniano i wręczano zwycięzcy. Co ów z ptakiem czynił dalej - dokumenty milczą. Ale wszystko wskazuje, że biedak kończył w garze.
Dzisiaj cywilizowanie obyczajów poszło dalej i "obowiązki" koguta przejął "Wasz Kogut", który co dwa tygodnie pieje i wali skrzydłami na różne niegodziwości i śmiesznostki, których pełno wokół. Czasami odezwie się wywołany do tablicy sprawca jakiejś głupoty, nakrzyczy "Waszemu Kogutowi" do słuchu i słuchawki - i tyle jego. Kogut otrzepie pióra, poprawi grzebień (w prawej kieszeni marynarki) i rusza do kolejnych wirtualnych bojów o lepszą przyszłość koguciego grodu na Odrą i Oławką.
Jak dotychczas nie pojawił się w redakcji żaden z opisanych negatywnych bohaterów, z pianą na ustach, dzierżąc cepy w dłoni, z krzykiem: "Gdzie ten Wasz Kogut"?
I oby nadal się nie pojawił. Wszak kogut to ptaszysko obrosłe tradycją i obyczajami, symbol płodności i dostatku, tak, że jakiś szacunek mu się należy. Czyż nie?
Adam Sieczka