Cała zabawa polegała na tym, że chłopcy jadący na koniach starali się dosięgnąć koguciej głowy, by ją urwać. Ten, któremu się udało, zostawał królem dożynek. Każdy następny młodzieniec, który sięgnął po jedno ze skrzydeł, mianowany był drugim lub trzecim królem. Trzej najzręczniejsi nagradzani byli wieńcami z dębowych liści. Potem, z zawiązanymi oczami, każdy z nich spośród zgromadzonych dziewcząt wybierał sobie partnerkę do honorowego tańca. Innym zwyczajem, w którym przypisywano kogutowi siłę wpływania na urodzaj, było zabijanie koguta. Na koniec zbiorów koguta chowano pod ostatnim snopem, gdzie miał zebrać siły na kolejne żniwa. Snopek przystrajany w kolorowe wstęgi, otaczali rolnicy, krzycząc: "Dziś mamy koguta!", co oznaczało, że zwieziono plony. Nieco starsza forma tej zabawy polegała na wypuszczaniu w pole żywego koguta bezpośrednio po zakończeniu żniw, by następnie gonić go i uśmiercić cepem. Tak robiono ponoć do XVII wieku, dziś ma to raczej charakter symboliczny. Ale obyczaj ten nadal kontynuuje się w niektórych wioskach Łużyc Dolnych. Na przykład w Schmogrowie, niedaleko Burga, gdzie koguta wsadza się do małego dołka pokrytego deskami. Na deskach, dnem do góry, stoi garnek. Chłopcy, z zawiązanymi oczami, starają się trafić cepem w garnek. Ten, który jako pierwszy po trzech uderzeniach trafi, zostaje królem. Również z zawiązanymi oczami wybiera sobie partnerkę- królową tego wieczoru. Na zakończenie zabawy, młodzi wypuszczają koguta, potem znów go łapią. Ale tym razem, najczęściej kończy już ponoć w rosole.