Na tropie białego koguta

Z kurkiem dyngusowym

W Polsce centralnej, a głównie nad Pilicą w okolicach Rawy Mazowieckiej, a także w Łowickiem, Sieradzkiem, Łęczyckiem, oraz na Śląsku, i w Wielkopolsce w okolicach Kalisza, w poniedziałek wielkanocny chodzono z "kurkiem dyngusowym".

Kogut był od wieków symbolem urody, męskości, sił witalnych i płodności. Wzbudzał też podziw obwieszczając głośnym pianiem zmiany pogody. Niegdyś czczono go i składano w ofierze bóstwom urodzaju, aby przyspieszyć nadejście wiosny. Relikty takich obrzędów występowały w Polsce na przełomie XVIII i XIX weku.

Pewną pozostałością tych archaicznych obrządków był zwyczaj chodzenia w "lany poniedziałek" z żywym kurkiem po dyngusie. Występował on jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym na Śląsku, Ziemi Sieradzkiej i Łęczyckiej. Wybranego, pięknego koguta karmiono ziarnem umoczonym w spirytusie, bo oszołomiony nie wyrywał się, za to głośno piał, a następnie przywiązanego do wózka dyngusowego - zwanego również kurcarskim, zwykle pomalowanego czerwoną farbą, przybranego we wstążki, koraliki, różne błyskotki, z lalkami w strojach ludowych, czasem także z parą raczy, którzy po uruchomieniu prostych mechanizmów, cięli piłą deskę.

Z czasem żywego koguta zastąpiły sztuczny kurek wypchany, ulepiony z gliny, wycięty z deski i oklejony pierzem, upieczony z ciasta. Obchody żywego i sztucznego kurka przebiegały podobnie. Wózki dyngusowe z kurkami toczyli kilkunastoletni chłopcy zwani kurcarzami. Prócz tego nieśli koszyczki na datki, sikawki, klekoty zwane "bocianami kurcarskimi" (rodzaj taczek), czy też żmijki dyngusowe, straszki ze składanych deseczek, zakończonych szpikulcem do straszenia i kłucia dziewczyn.

Cały ten obchód miał charakter zalotów. Miał ułatwiać kojarzenie młodych par, zapewniać rodzinom zdrowie i liczne potomstwo. "Kurcarze" lejąc wodę wyśpiewywali:

A i wy, dziewuchy,
Złóżta po sześć groszy,
Puścimy koguta
Do jednej kokoszy,
Bo ten nasz kogutek
Nie na darmo skoczy